Najlepsze filmy wojenne

żołnierski hełm

31 stycznia 2017 • Kultura i Sztuka • wejść: 758

Wszyscy się zgodzimy, że wojna to straszna rzecz. Lubimy jednak od czasu do czasu, siedząc bezpiecznie w swoich czterech ścianach, obejrzeć dobry film, który ukaże nam właśnie grozę wojny, poruszy, zmusi do przemyśleń nad ludzką naturą i dramatami tych wszystkich, którzy musieli brać udział w zbrojnych konfliktach. Jakie wojenne filmy szczególnie warto polecić?

1. Szeregowiec Ryan

To oczywiste, że w takim zestawieniu nie mogło zabraknąć nagrodzonego pięcioma Oscarami działa Stevena Spielberga. To ten obraz, którego największymi gwiazdami są Tom Hanks i Matt Damon, wyznaczył nową jakość w kinie wojennym.

Otwierająca film rozbudowana sekwencja lądowania w Normandii praktycznie do dzisiaj stanowi wzorzec tego, jak powinno się kręcić sceny batalistyczne. Swego czasu zrobiła na widzach ogromne wrażenie swoją surowością i brutalnością, uświadamiając im, że na wojnie człowiek staje się niczym więcej jak tylko mięsem armatnim.

Ale „Szeregowiec Ryan” to nie tylko znakomicie oddana batalistyka. To także opowieść o wartości ludzkiego życia podczas wojny i o tym, ile można poświęcić, by uratować jednego człowieka.

2. Helikopter w ogniu

Jeśli spytać losowo wybranego kinomana, jaki jest najlepszy film wojenny, to niechybnie wymieni właśnie „Szeregowca Ryana”, ale zaraz za nim znajdzie się „Helikopter w ogniu”, nagrodzony dwoma Oscarami film Ridleya Scotta o bitwie w somalijskim Mogadiszu.

To dzieło, w przeciwieństwie do produkcji Spielberga, nie rzuca nas od razu w piekło wojny. Scott daje nam najpierw dużo czasu na poznanie bohaterów, byśmy mogli zżyć się z nimi i zaangażować w ich losy.

Kiedy jednak zaczyna się starcie, postacie zdają się gubić we wszechogarniającym chaosie. Bo tym właśnie jest wojna – to chaos, w którym przestają liczyć się poszczególni ludzie. A Scott i nominowany za swoją pracę do Oscara operator Sławomir Idziak, potrafią oddać to na kinowym ekranie jak mało kto.

3. Pearl Harbor

Ten film, jak właściwie wszystkie filmy Michaela Baya, nie jest uznanym dziełem i nie cieszy się dobrą opinią wśród kinomanów. „Pearl Harbor” jest powszechnie uważany za film, który z marnym skutkiem próbował powtórzyć sukces „Titanica”. Bo i tutaj mamy wielką miłość i tragiczne historyczne wydarzenia. No i oba filmy trwają bite trzy godziny.

Można jednak odnieść wrażenie, że „Pearl Harbor” trochę niesłusznie cieszy się złą sławą. Bo choć wątek miłosny, któremu poświęcono tu tyle czasu, rzeczywiście może wydawać się mdły i tani, to jednego nie można filmowi odmówić – sekwencja japońskiego ataku na Pearl Harbor nakręcona została naprawdę spektakularnie. Jak wiadomo, Michael Bay jest nie od dziś specjalistą od filmowej rozwałki, tak więc i tym razem robi wrażenie ukazany przez jego film rozmiar wojennych zniszczeń.

4. Sztandar chwały i Listy z Iwo Jimy

Dwa filmy w jednym punkcie listy? Ano tak, bo oba te dzieła Clinta Eastwooda trudno rozpatrywać w oderwaniu. Stanowią w zasadzie jeden film w dwóch częściach, czy też może ukazują dwie strony tego samego medalu. Ta opowieść o bitwie o wyspę Iwo Jima to niezwykle ambitny projekt, w którym Eastwood poświęcił po jednym filmie dla każdej ze stron konfliktu.

Mamy zatem „Sztandar chwały”, który ukazuje starcie z punktu widzenia żołnierzy amerykańskich, oraz „Listy z Iwo Jimy”, przedstawiające te same wydarzenia z perspektywy japońskiej. Dzięki temu widzimy, że na wojnie nie ma „tych dobrych” i „tych złych”. Po obu stronach są tacy sami, zwyczajni ludzie, próbujący przeżyć i wrócić do swych bliskich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *